W najkrótszym miesiącu roku udało mi się przeczytać osiem książek. Niestety nie każda mi się podobała.
Pierwszą pozycją był "Most do Terabithii" Katherine Paterson. Bardzo chciałam przeczytać tą książkę, ponieważ widziałam film z Joshem Hutchersonem. Jest to cienka książka i skierowana do o wiele młodszych czytelników. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobała, ale jestem już na nią za stara.
Następną powieścią były "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer, którymi zachwycałam się w recenzji, którą możecie przeczytać.
Moją lekturą na angielski była skrócona wersja "The Island of D Moreau". I była to najgorsza lektura, jaką czytałam. Ta książka jest tak pokręcona, okropna i odpychająca, że nie wiem czym H.G.Wells się tak rozsławił.
W lutym przeczytałam też " Ten jeden dzień" Gayle Forman. Po przeczytaniu "Zostań, jeśli kochasz", "Wróć, jeśli pamiętasz" oraz "Zawsze stanę przy tobie" spodziewałam się czegoś o wiele lepszego i niestety nieco się zawiodłam. Ale mimo wszystko myślę, że kiedyś sięgnę po kontynuację.
Z kolei na polski musiałam przeczytać "Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza". Męczyłam się niemiłosiernie i miałam ochotę wyrzucić tą cegłę do kosza. Sienkiewicz miał niezły pomysł, który oczywiście popsuł swoim okropnym stylem pisania.
Korzystając z ferii, odświeżyłam sobie "Dwór Cierni i Róż", który kiedyś zrecenzuję, i, co zaskakujące, podobał mi się bardziej niż za pierwszym razem. Rhysand to moja wielka miłość.
Nie mogłam się powstrzymać i od razu sięgnęłam po kontynuację, czyli "Dwór Mgieł i Furii". Ta książka była świetna i było tam tak dużo Rhysa. Obecnie czytam trzecią część, ale wydaje mi się, że to właśnie druga będzie moją ulubioną.W zachwyt wprawiła mnie książka Leigh Bardugo "Język Cierni". To świetna pozycja, a historie zawarte na jej stronach przyprawiają o ciarki.
Podsumowując, jestem zadowolona z ilości przeczytanych książek, ale niestety dwie ani trochę mi się nie podobały i kolejne dwie mnie zawiodły :(.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz